Mieszkańcy os. 700-lecia alarmują: Ktoś truje koty!
W zeszłym tygodniu nasza redakcja powiadomiona została o szczególnie przykrej dla miłośników zwierząt sytuacji – na osiedlu 700-lecia w Kętach, a dokładnie w sąsiedztwie bloków nr 6 i 7, co najmniej dwa koty zostały z premedytacją otrute. Jedno ze zwierząt nie przeżyło, drugie walczy o życie w specjalistycznej lecznicy dzięki wsparciu finansowemu jednej z okolicznych fundacji. Mieszkańcy, którzy na co dzień dokarmiają koty wolno żyjące, nie kryją oburzenia, mobilizują się i planują zgłosić sprawę odpowiednim służbom.
– Ja rozumiem, że można kotów nie lubić, ale nikomu nie wolno ich krzywdzić! – zaznacza jedna z mieszkanek okolicy, w której ostatnimi czasy doszło do otrucia zwierząt. I nie jest w swej opinii odosobniona. Wielu mieszkańców dodatkowo podkreśla, że to właśnie dzięki obecności kotów budynki są wolne od szczurów, przenoszących groźne dla ludzi choroby. Gryzonie są inteligentne – nie zakładają gniazd w miejscach, które są regularnie odwiedzane przez kocie „patrole”.
Jak przekazują nam osoby, które na co dzień pomagają kotom wolno żyjącym, truciciel lub truciciele najwyraźniej nie zdają sobie sprawy nie tylko z faktu, jak pożytecznym zwierzęciem jest kot. Nie wiedzą także, że trucie kotów to zabijanie ze szczególnym okrucieństwem, równoznaczne ze znęcaniem się, a za czyn ten w myśl Ustawy o ochronie zwierząt grozi nie tylko wysoka kara finansowa (sąd orzec może nawiązkę w wysokości od 1000 zł do nawet 100 000 zł na wskazany cel związany z ochroną zwierząt), ale także pozbawienie wolności do lat 5.
B.K.S.

